Foto Studio Kołecki sp.j. | ul. Ratajczaka 36, 61-816, Poznań | Tel.: 618529921 E-mail: kolecki@kolecki.pl

Historia

Firma Foto Studio Kołecki sp. j. jest firmą rodzinną, której kolejne pokolenia fotografów pielęgnują tradycję dobrej fotografii usługowej. Mimo, że firma ma ponad 100-letnią tradycję, tylko pół wieku jesteśmy związani z Poznaniem.
A oto nasza historia:

POKOLENIE PIERWSZE
Jan Maksymilian Kołecki, mój prapradziad, (na zdjęciu ze swoja żoną Bronisławą – fot. 1) posiadał w Radomiu dobrze prosperującą firmę „Maksymilian Kołecki i Syn – Roboty Malarskie, Kościelne i Pokojowo – Dekoracyjne”, około 1908 powstała jej filia w Ostrowcu Świętokrzyskim, którą prowadził jego syn. Synem Maksymilina był mój pradziad Jan Leon Kołecki (fot.3) urodzony 24. VI 1877 i to on właśnie, przy wsparciu finansowym swojego ojca, jako pierwszy w naszej rodzinie pokochał fotografię. Prawdopodobnym jest, że podstaw fotografowania atelierowego nauczył się w zakładzie Józefa Grodzickiego w Radomiu, jednakże dokładna data powstania zakładu fotograficznego samego Kołeckiego jest trudna do ustalenia. Z zachowanych fotografii wynika, że Atelier Kołecki istniało w Ostrowcu Świętokrzyskim już w 1910 r. Dowodem tego jest zdjęcie rodzinne pani profesor Zofii Kosturkiewicz (pracownik naukowy Wydziału Chemii UAM w Poznaniu) na zachowanym zdjęciu, matka pani profesor ma ok. 2 lat, a urodziła się w 1908 roku (fot. 2). Istnieją również w Muzeum Miasta Ostrowiec Świętokrzyski dwa zdjęcia grupowe pracowników Huty Ostrowiec Świętokrzyski, sygnowane nazwą naszej firmy i datą 1910. Kolejnym zachowanym dokumentem jest zezwolenie na wykonywanie zawodu, wystawione dla Jana Leona Kołeckiego przez odpowiednie władze guberni radomskiej przy zakładaniu filii w Opatowie Świętokrzyskim w maju 1913 roku (zał. 2). Rok 1913 zostaje uznany za oficjalną datę założenia firmy Foto Studio Kołecki Poznań.
Następny zachowany dokument z roku 1916 to umowa na budowę atelier fotograficznego w Sandomierzu – zawarta pomiędzy p. Kołeckim a Ignacym Skoczylasem. Altana stanęła na wynajętym od pana Bełczykowskiego placu, za kwotę 450 rubli. Była 14 łokci długa, 8 łokci szeroka ( w przeliczeniu 6,3 x 3,6m) pokryta deskami i papą, za wyjątkiem dachu i ściany frontowej (zał. 3). Zakład ten prowadził mój pradziad w Sandomierzu do roku swojej śmierci – 1944, a następnie jego żona i córka do 1947.
Około 1915 Jan Leon zmienił adres zamieszkania – z Ostrowca Świętokrzyskiego na Sandomierz, a wraz z nim zawędrował tam jego zakład. Mój pradziad znany był z tego, że lubił zakładać filie swojej firmy by potem je wynajmować lub sprzedać – tak powstały filie w Opatowie, Wierzbniku, Starachowicach i Leżajsku, a nawet w samym Sandomierzu odsprzedał zakład pod nazwą „Wanda”, by prowadzić drugi w tym samym mieście. Mimo usilnych starań nie odnalazłam do tej pory materiałów mogących ułożyć chronologicznie okres działalności wszystkich filii.
Życie Jana Leona Kołeckiego przypadło na burzliwy okres historii Polski, dlatego warto je tu w skrócie przytoczyć, ponieważ pewne wydarzenia osobiste związane są silnie z historią zakładu fotograficznego.

ŻYCIORYS JANA LEONA KOŁECKIEGO

Jan Leon Kołecki, syn Maksymiliana i Bronisławy urodził się w Radomiu 18.VI. 1877 roku. Po ukończeniu Szkoły Realnej został powołany do wojska rosyjskiego. Służbę odbywał na Krymie. Po powrocie do Polski pracował w firmie swojego ojca, aż ten powierzył mu prowadzenie filii zakładu fotograficznego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jan Leon zaczyna fotografować zawodowo około roku 1910, przedtem nauki zawodu pobierał prawdopodobnie u J. Grodziskiego z Radomia – informacja ta pochodzi od nieżyjącej już jego córki, a której prawdziwość zdają się potwierdzać badania historii fotografii zakładowej prowadzone przez Zbigniewa Puławskiego z Sandomierza.
18 lutego 1912 ożenił się z Janiną Nałęcz-Mrozowską, współwłaścicielką majątku ziemskiego „Zapniów” gm. Pawłów, z którą miał czworo dzieci (Kazimierza, Jana Waleriana, Zofię i Tadeusza)– dwójka z nich została później fotografami.
Jan Leon posiadał swój pierwszy zakład fotograficzny w Ostrowcu Świętokrzyskim, zachowały się, bowiem fotografie i winiety z tego okresu.
W latach 1916 – 1944, czyli aż do swojej śmierci, prowadził nieprzerwanie zakład fotograficzny w Sandomierzu. Wyszkolił sporą grupę fotografów, m.in. panią Górzyńską, pana Mankiewicza, pana Kolasińskiego, którzy założyli później własne zakłady fotograficzne. W tym samym mieście udzielał się czynnie w pracach społecznych: w Radzie Miasta, w Cechu Rzemiosł Różnych, w Spółdzielni Spożywców „Pomoc Bratnia”, był także prezesem katolickiego Koła Mężów (Akcja Katolicka) przy parafii Św. Józefa. We wrześniu 1939 roku pełnił funkcję komendanta obrony przeciwlotniczej (LOP), należał do Komitetu Pomocy Uciekinierów. Na początku wojny fotografował w szpitalach sandomierskich żołnierzy polskich w różnych rangach – robił im zdjęcia paszportowe, a grupa osób z Magistratu i Starostwa sporządzała im fałszywe dowody osobiste. W czasie wojny zatrudniał także w swoim zakładzie młodych ludzi zbiegłych ze Śląska.
Jan Kołecki był aresztowany przez Gestapo w związku z poszukiwaniem jego syna – Tadeusza Kołeckiego, członka organizacji podziemnej „Jędrusie”. Osadzony został w więzieniu w Sandomierzu, potem w Ostrowcu Świętokrzyskim, a w lipcu 1944, gdy zbliżała się Armia Radziecka został wykupiony przez rodzinę. Zmarł od ran poniesionych w trakcie torturowania, w swoim domu w Sandomierzu przy ul. Puławiaków 10 w sierpniu 1944 roku. Po jego śmierci zakład w Sandomierzu prowadziła krótko (do 1947) jego żona Janina z córką Zofią, a na początku okupacji pomagał mu syn Jan Walerian Kołecki, który w połowie 1942 roku przejął firmę po wysiedlonym fotografie żydowskim w Ostrowcu Świętokrzyskim, i prowadził ją do momentu przeprowadzki do Poznania w 1949.

FOTOGRAFIE ZAKŁADOWE Z LAT 1910 – 1944 Z ZAKŁADU JANA LEONA KOŁECKIEGO

Zawierucha wojenna oraz przeprowadzki mojego pradziadka spowodowały, iż zachowały się tylko pojedyncze przykłady prac fotograficznych Jana Leona, przedstawiające głównie członków jego bliższej lub dalszej rodziny. Wiem jednak, iż oprócz fotografii portretowej mój pradziad wykonywał zdjęcia portretowe żydów, okolicznościowe tableau, zdjęcia podczas uroczystości i reprodukcje. Oprawę graficzną do tableau sporządzał mu wówczas zaprzyjaźniony malarz Bolesław Polankiewicz (fot. 21). Istniała między nimi niepisana umowa barterowa – pradziad mój wykonywał reprodukcje jego dzieł sztuki, w zamian, artysta ten projektował kompozycję i grafikę do tableau – tak powstał między innymi zbiorowy portret z 1924 roku prezentowany na fot. 59.
DRUGIE POKOLENIE FOTOGRAFÓW

Drugie pokolenie fotografów w mojej rodzinie zaczyna się od mojego dziadka Jana Waleriana. Był on prawdziwym pasjonatem tej sztuki. Jego życie osobiste, jak nikogo innego, związane były z fotografią i trudno jest opisywać oddzielnie jego życiorys i historię firmy z okresu 1942-1978. Oprócz niego, fotografią zajmowali się również jego brat Kazimierz (1913 – 1980), który szereg lat pracował w Gdańsku fotografując, tak jak później jego syn Andrzej Kołecki (ur. w 1941) zabytki architektoniczne dla Instytutu Ochrony Zabytków w trójmieście. Mój stryjeczny dziadek (brat Jana Leona) Aleksander Kołecki, zatrudniony był w czasie okupacji przez Jana Waleriana w zakładzie fotograficznym w Ostrowcu jako laborant i retuszer. Był on, jak wspomina dozgonny przyjaciel dziadka Zbigniew Grzegorski (późniejszy wydawca Foto-Zeszytów z Poznania) wielkim oryginałem, osobą raczej zamkniętą w sobie i samotną, a mimo wszystko lubianą. Zwykł on przygotowywać wszystkie chemikalia do prac laboratoryjnych, a także retuszować gotowe fotografie wykonane przez Jana. Mieszkał samotnie w mieszkaniu nad zakładem fotograficznym w Ostrowcu Świętokrzyskim, podczas gdy moi dziadkowie, a później i dwójka ich dzieci (Krzysztof ur. 1941 i Ewa ur. 1943) mieszkali w dużym, wynajętym mieszkaniu w centrum miasta. Powróćmy jednak do mojego dziadka, postaram się przybliżyć jego życie oraz ważniejsze wydarzenia z życia firmy, na podstawie wspomnień mojego taty oraz dwóch serdecznych przyjaciół dziadka– wspomnianego wcześniej Zbigniewa Grzegorskiego i Adama Bernarda, aktora i zapalonego fotografa.

ŻYCIORYS JANA WALERIANA KOŁECKIEGO

Jan Walerian Kołecki urodził się w 14.04.1915 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Wraz z rodzicami w 1917 przeniósł się do Sandomierza, tam ukończył szkołę powszechną i Collegium Gostomianum. Absolwentem Polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim został tuż przed wybuchem II wojny światowej w 1939 roku. Nie zdążył obronić pracy magisterskiej, zdążył natomiast zakochać się w koleżance ze studiów Janinie Dobosz. Zachowane listy mojej babci z tego okresu są dowodem ich wielkiego uczucia do siebie nawzajem, do literatury, babci także do modnych strojów a dziadka do fotografii… W 1941 zawarli związek małżeński, a w rok później przenieśli się do Ostrowca Świętokrzyskiego.
Podczas okupacji urodziła im się dwójka dzieci – syn Krzysztof w 1941 i córka Ewa w 1943 (fot.91). Przed, w trakcie i po wojnie dziadek mój pracował jako fotograf, wpierw pomagając ojcu, później w swoim zakładzie do 1949 w Ostrowcu Świętokrzyskim, potem aż do swojej śmierci w 1978 w Poznaniu. Przed przeprowadzką do Poznania dziadek pracował także jako nauczyciel języka polskiego w latach 1945-48 w Technikum Mechaniczno-Hutniczym przy hucie w Ostrowcu. Parę lat przed śmiercią, Jan Walerian cierpiał z powodu gwałtownie pogarszającego się wzroku, zmarł na raka w maju 1978 zostawiając po sobie grono pogrążonych w żałobie przyjaciół, którzy do dnia dzisiejszego wspominają dziadka jako człowieka o złotym sercu, zawsze gotowego nieść pomoc czy radę, szczerze cieszącego się z sukcesów innych osób.
Jan Walerian, przez przyjaciół zwany Januszem, był człowiekiem bardzo skromnym i wrażliwym, a przy tym powszechnie lubianym. Legendarne były spotkania w zakładzie dziadka, gdzie toczyły się długie rozmowy o życiu i fotografii, w latach 50 i 60 rzadko tylko przerywane pojawieniem się klienta chętnego na zrobienie sobie fotografii… Trudno mi osobiście wspominać tego człowieka, gdy zmarł miałam 7 lat, pamiętam tylko kanty jego wyprasowanych spodni, papierosowy dym i zapach chemii fotograficznej. Podobnie jak moja starsza kuzynka Joanna Porankiewicz (córka Ewy Porankiewicz zd. Kołecka) odwiedzałam z siostrą dziadka w pracy, a on prawie za każdym razem ustawiał nas i fotografował, mamy w albumach wiele fotografii z takich sesji fotograficznych.

ZAKŁAD FOTOGRAFICZNY W OSTROWCU ŚWIĘTOKRZYSKIM 1942-48

Ponieważ mój dziadek, pewnie za sprawą swojego ojca, zainteresowała się fotografią bardzo wcześnie, prace w zakładzie rozpoczął już w wieku młodzieńczym. Później, podczas swoich studiów, uprawiał samodzielnie fotografię zarobkową, fotografując między innymi ważniejsze imprezy akademickie i życie studenckie. Posiadał jak na owe czasy dobry sprzęt fotograficzny– aparat Lecia z trzema obiektywami (fot. 84) oraz kamerę Linhof 10×15 cm (fot. 94). W czasie wakacji zwykł pomagać swojemu ojcu w zakładzie. Wybuch II wojny światowej zastał mojego dziadka w Krakowie, jako absolwenta uniwersytetu. W pierwszych latach okupacji pracował w Sandomierzu u boku swojego ojca, natomiast w połowie 1942, na miejsce prawdopodobnie przesiedlonego żydowskiego fotografa p. Ehrlich został wyznaczony jako fotograf do pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jak wspomina pan Grzegorski, w owym czasie mój dziadek prowadził jedyny zakład w tym mieście. Był to zakład fotograficzny mieszczący się na tyłach willi w specjalne skonstruowanej altanie fotograficznej przy ulicy 3-go Maja, na przeciwko ul. Żabiej. Ponieważ w czasie okupacji fotografowie mieli pracy dużo: wykonywali prace amatorskie, a przede wszystkim fotografie paszportowe potrzebne do różnego rodzaju przepustek, dziadek mój zatrudnił do pomocy swojego stryjka Aleksandra Kołeckiego (na fot.nr 17 bok swojego brata Jana Leona). Posiadał, jak wspominał swojemu synowi wielu współpracowników, nie pracowali jednak dla dziadka – Jan dając im fikcyjne zatrudnienie w zakładzie, ratował ich przed wywózką do Niemiec na roboty. Miał nawet siedem takich osób w swoich rejestrarach.
Jan Walerian wspominany jest do dziś jako prawdziwy miłośnik fotografii, nawet w czasach okupacji, gdy fotografowanie w mieście było surowo zabronione, zwykł był wyruszać na wyprawy fotograficzne poza miasto, ze swoją żoną, i przyjaciółmi: Zbigniewem Grzegorskim, Karolem Wilakiem (księgarzem) – poznaniakami w czasie wojny wysiedlonymi do Ostrowca. Z tego okresu zachowało się parę fotografii pokazujących głównie piękno przyrody polskiej sfotografowanych z wyczuciem światła i kompozycji, których nie powstydziłby się nawet Bułhak (fot. 88) Posiadam także parę fotografii pamiątkowych dziadka i jego przyjaciół, także zakładowych, np. fot 89. Przez następnych 4 lat po wojnie dziadek z dużym powodzeniem prowadził dalej zakład w Ostrowcu, zachowały się jednak nieliczne fotografie z tego okresu. Powodziło im się dobrze, wynajęli nawet żoną i dziećmi większe mieszkanie, dziadek jednak czuł się samotny. Większość jego przyjaciół wróciła po wojnie do Poznania, i to oni ostatecznie namówili dziadka na przeprowadzkę. W Poznaniu mieszkali już państwo Grzegorscy z dziećmi, pan Wilak, Edmund Kossowski (śpiewak operowy) i inni. Okazja nadarzyła się w 1949, kiedy właśnie Zbigniew Grzegorski znalazł zakład fotograficzny na sprzedaż przy ul. Ratajczaka 36 w podwórzu ( fot. 96). Ostatecznie decyzja została podjęta a cała rodzina została sprowadzona w rok później, gdy mieszkanie, z nie małym trudem, zostało kupione i dziadek nie musiał już mieszkać w zakładzie. I w tej sprawie pomoc przyjaciół była nieodzowna. Z początkiem lat 50 i 60 praca w zakładzie nie przynosiła wymiernych korzyści finansowych. Kraj dopadła ogólna stagnacja i mało kto się fotografował. Z nie małym trudem zdobyć można było odczynniki i papier fotograficzny. Syn Krzysztof wspomina ciężkie czasy, z jakimi musiał się borykać jego ojciec. Doszło nawet do tego, że w roku 1956 dziadek zmuszony był sprzedać swój aparat atelierowy Linhof. Fotografował potem swoją wysłużoną Leicą, by po paru latach kupić lustrzankę jedno-obiektywową KurtBenzin 6×6 z wymienną optyką (fot. 108).
Zakład dziadka oprócz fotografii legitymacyjnej, portretowej i reprodukcji wykonywał także prace amatorskie (fot.110). Dziadek znany był z dbałości o jakość wykonywanych zleceń i cieszył się, gdy mógł pomagać w szlifowaniu technik fotograficznych swoim kolegom. Adam Bernard (na początku klient, a później przyjaciel) niejednokrotnie korzystał ze studia dziadka fotografując swoje koleżanki i kolegów aktorów, a Zbigniew Grzegorski wspomina, że mimo iż posiadał w domu małą ciemnię, zwykł robić powiększenia 30×40 cm u dziadka w laboratorium. Razem wstąpili także, jako jedni z pierwszych do PTF – Poznańskie Towarzystwo Fotograficzne, byli tam bardzo krótko, ponieważ, jak wspomina pan Zbigniew, jako młodzi, ekspansywni zapaleńcy nie byli tam miło przyjmowani. Zbigniew Grzegorski stworzył niedługo potem, bo w 1969 swój klub „Pryzmat”, który prowadził nieprzerwanie przez 40 lat, natomiast mój dziadek zasłużył się wieloletnią współpracą z Cechem Rzemiosł Różnych. Był między innymi przez szereg lat wiceprezesem komisji egzaminacyjnej, zastępcą przewodniczącego sekcji fotografów, został nawet odznaczony srebrną i złotą odznaką „za zasługi dla rozwoju rzemiosła wielkopolskiego”.
Jeśli skupimy się już na samej działalności fotograficznej zakładu trzeba powiedzieć, że życie w powojennym Poznaniu nie należało do najłatwiejszych. Klientów było niewiele. Dopiero w latach 70 do zakładu dziadka zaczęło przychodzić coraz więcej osób. Dziadek uwielbiał fotografować. Zachowały się szczególnie piękne ujęcia głów kobiet w powiększeniach, zdjęcia dzieci, na których twarzach zastygły emocje związane z sesją zdjęciową, liczne zdjęcia ślubne i okolicznościowe. Dziadek wymyślił seryjne zdjęcia dzieci: wykonywał zwykle 4-6 ujęć na negatywie o formacie 6×6, i na podstawie stykówek klient dokonywał wyboru. Zachowane klisze z lat 72-78 dowodzą, że Jan Walerian oprócz zdjęć okolicznościowych i reprodukcji obrazów wykonywał zdjęcia techniczne i reklamowe, a po pracy, najczęściej też w niedziele zwykł zabierać aparat na rodzinne obiady czy spacery do parku uwieczniając wydarzenia rodzinne. W fotografii studyjnej dziadek celował w obrazach ukazującej piękno człowieka, stosował chętnie oświetlenie miękkie z delikatną kontrą boczną i górną. Używał przy tym światła studyjnego ciągłego i tła pergaminowego podświetlanego od tyłu, do tego, na suficie zawieszone jedna przy drugiej jarzeniówki ( 15 szt po 40 Vat) a na żurawiu lampa i dwa reflektory metalowe jako światło główne (fot.128,129), wszystko to sprawiało, że dziadek jako fotograf stawał się coraz bardziej popularny. Na fotografii z roku ok. 1975 widać wnętrze zakładu (fot.130,131), a z plakatu reklamowego dowiadujemy się o szerokim spektrum wykonywanych prac. Osobistą tragedią dziadka była postępująca utrata wzroku. Pod koniec życia zatrudnił także swoja synową Urszulę Kołecką później syna Krzysztofa. Jan Walerian zmarł po ciężkiej chorobie 8 maja 1978 roku. Po jego śmierci Zakład przejął i prowadzi do dziś Krzysztof Kołecki z żoną Urszulą.

FOTOGRAFIE Z ZAKŁADU FOTOGRAFICZNEGO JANA WALERIANA KOŁECKIEGO1941-1948 OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI, 1949-1978 POZNAŃ
URSZULA I KRZYSZTOF KOŁECCY – POKOLENIE TRZECIE

Krzysztof Kołecki urodził się w rodzinnym mieście swojej matki – Krakowie, 23 maja 1941 roku. Od najmłodszych lat interesował się pracą swojego ojca – na zdjęciach, już jako parolatka, widzimy go przy aparacie w atelier (fot. 94). Do Poznania przyjechał w 1950 roku, gdzie ukończył szkołę powszechną, Liceum Ogólnokształcące nr 3 i Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu – Wydział Matematyczno Fizyczno Chemiczny – kierunek chemia. Od 1966 roku pracował w Zakładach Farmaceutycznych Polfa w Poznaniu: jeden rok w laboratorium badawczym, cztery lata w technologii. Jako technolog zaprojektował i uruchomił Oddział Produkcji Aerozoli. W latach 1971-1976 był kierownikiem tego oddziału. W 1969 ożenił się z Urszula Pawłowską (1946), także absolwentką Chemii na UAM. W 1970 urodziła im się córka Barbara a rok później córka Anna, która jest autorką tej pracy.
Jak wspomniałam wcześniej, moja mama Urszula, została zatrudniona w firmie dziadka wcześniej niż ojciec, bo już w roku 1974, a tata mój Krzysztof, mimo że od szeregu lat pomagał dziadkowi w pracy, oficjalnie zaczął z nim współpracę od 1975, z powodzeniem wcielając w życie szereg nowych idei i innowacji w pracy laboratorium. Zaowocowało to późniejszymi sukcesami firmy. Po śmierci dziadka, odpowiedzialni także za reklamę i promocję Foto Studio Kołecki, Krzysztof i Urszula nieustannie podnosili swoje kwalifikacje – w 1996 roku Urszula ukończyła podyplomowe studium promocji i reklamy (UAM), a w 1997 Krzysztof podyplomowe studium marketingu na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Oboje posiadają dyplomy mistrzowskie z zakresu fotografowania, wydane przez Cech Rzemiosł Różnych w Poznaniu dodatkowo przez dwie kadencje (8 lat) tata mój, pełnił funkcję wiceprezesa komisji egzaminacyjnej Izby Rzemieślniczej. Był także przez 8 lat członkiem reprezentującym pięć zachodnich województw w Komisji Branżowej Fotografów w Warszawie. Prawie corocznie rodzice moi są obecni na targach fotograficznych w Polsce, i na międzynarodowych targach fotograficznych w Kolonii, a nawet w Las Vegas. Firma Foto Studio Kołecki była członkiem programu Kodaka – Promice of Excellence, do którego wybierane były firmy fotograficzne w Polsce i na świecie świadczące usługi o wyjątkowej jakości. Krzysztof Kołecki pełnił także zaszczytna funkcję członka kapituły wspomnianego programu Kodaka na Polskę.
FOTO STUDIO KOŁECKI 1978-2004

Warto prześledzić prężny rozwój firmy związany z przejęciem zakładu przez mojego tatę. Od 1974 zakład dziadka świadczył usługi wywoływania przeźroczy, ale w latach 1977-90 firma mojego taty wyspecjalizowała się w obróbce przeźroczy barwnych ORWOCHROM na urządzeniach według oryginalnego projektu Krzysztofa Kołeckiego. Urządzenia te zapewniały dokładność temperatury +/- 0,1 C. Zestawy wywołujące przygotowywane były we własnym zakresie z pojedynczych odczynników chemicznych. Roztwory były regenerowane, a stężenie substancji wywołującej było okresowo badane chemicznie. Firma Foto Studio Kołecki zdominowała w owym czasie, rynek wywoływania przeźroczy na terenie Wielkopolski. Od 1975 roku wykonywane były również usługi wywoływania filmów negatywowych, wykonywanie barwnych zdjęć amatorskich na materiałach Fotonu. Materiały te kupowane były poprzez Cech Fotografów Warszawskich na zasadzie partycypowania przez zakłady rzemieślnicze „wsadu dewizowego” fabryki Foton w Bydgoszczy. Był to najlepszy na owe czasy papier barwny polskiej produkcji. Wraz ze śmiercią dziadka firma zaprzestała wykonywania fotografii studyjnych. Od 1979 roku wprowadziła natomiast wywoływanie materiałów barwnych w procesie C-41 i E6 wykonywanie odbitek barwnych na papierze Kodaka w procesie EP2. Do 1984 roku procesy te prowadzone były na chemii własnej (roztwory komponowane z pojedynczych odczynników chemicznych) później na oryginalnych roztworach firm Agfa, Fuji, Kodak. Prace amatorskie na papierze Kodak firma zaniechała wykonywać około roku 1991, wraz z pojawieniem się pierwszych w Poznaniu nowoczesnych minilabów.
W 1990 firma przekształciła się ponownie, wprowadzając wykonywanie zdjęć studyjnych i reportażowych. Zatrudniała coraz więcej pracowników (fot. 143), a co dwa lata dwóch uczniów firmy zdawało egzaminy czeladnicze. W 1992 roku Foto Studio Kołecki otworzyła drugie niezależne studio fotograficzne przy ul. Ratajczaka 38 (fot.147), przystosowane do wykonywania zdjęć studyjnych ślubnych, portretowych reklamowych i technicznych. Studio to zostało wyposażone w renomowanej klasy oświetlenie angielskiej firmy Bowens, aparaty małoobrazkowe Nikon, średnioformatowe Mamiya i wielkoformatowy Sinar. Krzysztof Kołecki wykorzystując wiedzę zdobytą na podyplomowych studiach rozpoczął intensywne akcje reklamowe firmy doprowadzając do perfekcji połączenie tradycji, doświadczenia i profesjonalizmu. Niezliczone ogłoszenia w prasie, książkach telefonicznych czy na tramwaju MPK (fot. 146) przyciągały coraz to nowych klientów (fot. 151, 160, 162). Warto dodać, że tramwaj reklamowy z logiem Foto Studio Kołecki był jednym z dwóch pierwszych w Poznaniu tramwajów reklamowym MPK, który nieprzerwanie jeździł po Poznaniu przez 12 lat (1990-2002).
Firma angażowała się też w liczne konkursy oraz sponsorowała wiele imprez- między innymi wybory miss wielkopolski czy konkurs o złotą pętelkę. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Foto Studio Kołecki zatrudniało nawet 12 osób. Od 1989 do pracy w studio została zatrudniona moja siostra Basia, mnie ojciec przyjął na ucznia zawodu w 1992 roku (fot.168). Przez kolejnych 10 lat firma taty ustaliła sobie wysokie miejsce na rynku wielkopolskim, swego czasu fotografowało się w naszym zakładzie 60% par ślubnych rocznie, z Poznania i okolic. Na rynek wprowadzaliśmy coraz to nowe produkty – zdjęcia natychmiastowe typu Polaroid, możliwość wyboru zdjęć po sesjach portretowych itp. Każde zdjęcie studyjne było ręcznie retuszowane i pakowane w passepartout z logo firmy.
W latach 90-tych zapanowała swoista moda na nasz zakład. Nowe pokolenia i nowe trendy wywarły wpływ także na produkty oferowane przez firmę Krzysztofa i Urszuli. Po roku 2002 Foto Studio Kołecki zaczęło wprowadzać fotografię cyfrową. Jako jedni z pierwszych w Poznaniu standardowo do każdej fotografii wprowadziliśmy retusz i obróbkę komputerową. Obecnie znaczna większość fotografii wykonywanych jest za pomocą najwyższe klasy Nikonów cyfrowych, a wywoływanych na papier Kodak Professional za pomocą minilabu Lafot. Zdjęcia wymagające najwyższej jakości technicznej wykonywane były za pomocą aparatu wielkoformatowego Sinar a powiększane mogą być przy użyciu powiększalnika firmy Durst nawet do 120x 60 cm i wywoływane w amerykańskiej maszynie przeciągowej firmy Kreonite.
Współcześnie firma moich rodziców przekształciła się w spółkę jawną i słynna jest z niepowtarzalnych zdjęć studyjnych i portretowych, w których mistrzostwo osiąga moja siostra Barbara-Kołecka Herman, korzystająca z wykształcenia ( Wyższa Szkoła Sztuki Stosowanej w Poznaniu) oraz swoich niesamowitych zdolności wizażystki (Złota Szminka 1999). Firma zatrudnia też uzdolnionego laboranta i fotografa specjalizującego się w zdjęciach architektury, grupowych i reportażowych Tomasza Chmielewskiego (notabene także pochodzącego z rodziny o wielopokoleniowej tradycji fotografowania), oraz Helenę Nygę reprezentującą najmłodsze pokolenie entuzjastów fotografii. W zakłdzie pracuje Urszula Kołecka, osoba przemiła i mądra tworząc niepowtarzalną, rodzinną atmosferę firmy zarówno dla pracowników jak i klientów. Od roku Foto Studio Kołecki przyjmuje prace amatorskie na nośnikach tradycyjnych (kolor 135 i 120, cz-b 135, 120) i cyfrowych, w tym także otrzymywanych drogą internetową. W tej każdej chwili Foto Studio Kołecki jest w stanie rozwinąć 4 niezależne studia fotograficzne, niejednokrotnie także wykonuje zdjęcia z okolicznościowych zjazdów i sympozjów oraz zdjęcia pracowników dużych firm i korporacji u klienta w miejscu pracy (np. WBK, Elektrociepłownia Karolin i wiele innych). Jak zwykł mawiać mój ojciec potrafimy sfotografować wszystko i wszędzie robiąc przy tym zawsze fotografie dobre, a czasami nawet bardzo dobre.

POKOLENIE CZWARTE

Naturalną koleją rzeczy, w zarządzie firmy Foto Studio Kołecki sp.j jest czwarte pokolenie fotografów – Barbara Kołecka–Herman i Anna Mizgajska (fot.172). Dzięki naszym staraniom mamy nową siedzibę firmy z wejściem od ulicy Ratajczaka.
Barbara Kołecka, urodziła się w Poznaniu w 1970 roku. Po zdanej maturze w 1989 roku została przyjęta przez rodziców na naukę zawodu fotografa do Foto Studio Kołecki. Od tamtej pory pracuje w firmie z wielkim entuzjazmem i oddaniem, odkrywając, kształcąc i wykorzystując swoje zdolności plastyczne. Od roku 1991 do 1995 studiowała w Wyższej Szkole Sztuk Stosowanych Schola Posnaniensis w Poznaniu, uzyskując dyplom licencjata w zakresie malarstwa w 1996 po czym powróciła do pracy w firmie. Barbara zawsze interesowała się modą, podjęła, więc studia wizażu pod okiem mistrza świata z 1995 roku pana Olafa Tabaczyńskiego, które ukończyła dyplomem w 1996. Za namową Basi, firma Foto Studio Kołecki do wachlarza swych usług włączyła sesję zdjęciowe dla modeli i modelek z makijażem, sesje stylizowne typu Hollywood i Pin-up Girl. Coraz częściej kobiety w różnym wieku, niezwiązane ze światem mody, z powodzeniem decydowały się na takie fotografie. W 1999 na targach fotograficznych w Dębicy, Barbara poprowadziła pokaz makijażu ślubnego dla innych fotografów. W 1997 roku Barbara Kołecka-Herman wzięła udział w konkursie organizowanym prze m.in. firmę Margaret Astor na makijaż „miss Beaty” Złota Szminka i zdobyła pierwsze miejsce. Oprócz zdjęć mody Barbara specjalizuje się w fotografii portretowej i ślubnej, a od momentu, kiedy sama została matką (2000 Małgosia i 2002 Zuzia) stała się niezastąpionym fotografem rodzinnym i dziecięcym. Charakteryzując się niesamowitą cierpliwością, Barbara zjednuje sobie klientów na całe lata – niejednokrotnie całe rodziny fotografują się w Foto Studio Kołecki wracaj systematycznie i prosząc o Basię. W 2002 siostra moja zdała egzamin czeladniczy z zakresu fotografowania w Izbie Rzemieślniczej. Ponieważ Barbara-Kołecka Herman jest niezwykle kreatywna dzięki niej firma uruchomiła studio mobile które wraz fotografami można wynająć do domu lub plener. Barbara, podobnie jak Jan Walerian Kołecki, fotografując nawiązuje intymny kontakt interpersonalny z klientem, by w pełni zrozumieć jego oczekiwania i wydobyć piękno portretowanej osoby. Jak niejednokrotnie sama przyznaje, ważne jest odpowiednie oświetleni i poza, jednak dopiero retusz cyfrowy stał się doskonałym narzędziem by precyzyjniej dostosować się do potrzeb klientów. Nie kieruje się przy tym dokumentalnym oddaniem wizerunku człowieka, zależy jej natomiast by oddać marzenie człowieka o nim samym. Klienci to doceniają.
Czwarte pokolenie to także autorka tej pracy Anna Mizgajska zd. Kołecka urodz. w 1971. Pracę w Foto Studio Kołecki rozpoczęłam w 1992 jako uczeń zawodu, egzamin czeladniczy zdałam w 1985, przez rok zatrudniona byłam jako stażystka a od 1996 jako pracownik. Moja praca w zakładzie rodziców do roku 2001 związana była głównie z obróbką laboratoryjną. Pracowałam przy wywoływaniu negatywów i pozytywów, naświetlaniu zdjęć na powiększalnikach, powiększając ich do wszelkich formatów – od 4×5 cm do 60X120 cm. Za moją namową, zaniechana obróbka zdjęć amatorskich czarno-białych znów została rozpoczęta ok. 1996 roku. W studio fotograficznym moimi ulubionymi zajęciami była pomoc przy fotografiach wyjazdowych, technicznych czy reklamowych, oraz tzw. zlecenia nietypowe np. akty. W „między czasie” wyszłam za mąż za Macieja Mizgajskiego, urodziłam Jasia w 1990 i Kalinę w 2000, ukończyłam anglistykę na UAM oraz zdobyłam licencjat fotografa na zaocznych studiach ASP w Poznaniu w 2004 roku. W latach 2005-2007 prowadziłam w Dublinie (Irlandia) popularne studio portretowe fotografii czarno-białej GR.Watts. Nauczyłam się wtedy jak bardzo ważne jest indywidualne podejście do klienta i tą wiedzę staramsię wcielać w misję naszej firmy.

-Foto Studio Kołecki –
– Tradycja, profesjonalizm, doświadczenie –